Czy rak prostaty z przerzutami do kości jest wyleczalny? Dali mu rok, on wybrał Gersona

Często myślę o tym, co by było, gdyby to mnie spotkało.

Gdyby ktoś powiedział mi, że mam zaawansowanego raka i że trzeba szybko podjąć decyzję.

Czasami zaglądam na fora, czytam wpisy pełne strachu, desperacji i pytań bez odpowiedzi. Jedni proszą o ratunek, inni — z dobrych intencji — doradzają. Każdy ma inny pomysł. A człowiek z diagnozą nie ma ani czasu, ani siły, by studiować setki teorii i próbować wszystkiego po kolei.

W którymś momencie można się w tym po prostu… pogubić.

Szukam tych historii i daję im przestrzeń — bo wierzę, że każda udokumentowana historia zdrowienia jest czymś cennym. Nie po to, żeby zastępować lekarzy czy przekreślać konwencjonalne leczenie. Ale po to, żeby człowiek, który właśnie dostał trudną diagnozę, wiedział: są różne drogi. I że warto pytać, szukać, czytać — zamiast poddawać się wyłącznie statystyce.

Jeden z wpisów, który zapamiętałam szczególnie, wyglądał tak:

„Rak jelita IV stopnia z przerzutami — pomóżcie.”

To właśnie pod nim znalazłam komentarz, który zatrzymał mnie na dłużej:

„Mój mąż miał raka prostaty IV stopnia i zrobił terapię Gersona. Dzięki temu wyzdrowiał.”

Napisałam do autorki. Okazało się, że decyzja o terapii Gersona zapadła po przeczytaniu jednego z wywiadów opublikowanych właśnie na Surojadku! Usłyszałam wtedy słowa, które zostają w sercu na długo:

„Jedno życie uratowane.”

Ten wywiad jest właśnie o tym. Nie o cudach i nie o jednej, słusznej drodze. Jest o człowieku, któremu nie dawano szans, ale się nie poddał. I było warto!

Artur mieszka w Anglii. 5 marca 2024 roku lekarz z Department of Clinical Oncology w Colchester General Hospital podpisał oficjalny dokument, potwierdzający, że nie przeżyje więcej niż 12 miesięcy. Diagnoza: złośliwy rak prostaty stadium 4 (T3b/T4 N1MX), PSA na poziomie 732 ng/ml (przy normie 0–4!), przerzuty do kości w pięciu lokalizacjach oraz liczne przerzuty do płuc.

Dziś PSA Artura wynosi 0,06 ng/ml — praktycznie poniżej progu wykrywalności.

Rozmawialiśmy przez WhatsApp. Przez ponad dwie godziny Artur opowiadał mi swoją historię — spokojnie, rzeczowo. Tak jak przystało na inżyniera, który zanim cokolwiek zrobi, musi to najpierw zrozumieć.

Oto jego historia.

Rwa kulszowa, która nie była rwą kulszową — pierwsze objawy raka prostaty

Zanim zadam Ci pytania, chciałam powiedzieć, że Twoja historia jest naprawdę wyjątkowa. Opowiedz mi, jak to się wszystko zaczęło.

Artur: Wszystko zaczęło się od rwy kulszowej — a przynajmniej tak mi się wydawało.

Byłem mocno zapracowany, dojeżdżałem ponad godzinę w jedną stronę do pracy. Mimo że miałem wygodny samochód służbowy, czułem, że coś mnie boli w pośladku. Początkowo zignorowałem to — myślałem, że coś naciągnąłem. Przez długi czas nic z tym nie robiłem.

Aż nadszedł moment zmiany pracy. Miałem przerwę między jednym a drugim miejscem zatrudnienia i postanowiłem pójść do lekarza. Lekarz przeprowadził szczegółowy wywiad — dopytał o prostatę, aktywność seksualną. Wszystko było w normie. Skierował mnie do fizjoterapeuty.

Zacząłem rehabilitację, ćwiczyłem w domu. Brałem prawie codziennie tabletki przeciwbólowe — zwykle wieczorem po pracy, żeby dać radę przez następny dzień. Fizjoterapeuta powiedział, że idziemy w dobrym kierunku. I rzeczywiście — ból w nodze zniknął, tabletek nie brałem — ale pojawił się w nowym miejscu. Tłumaczono mi, że ból czasem promieniuje. Ale to mi nie dawało spokoju.

Żona namówiła mnie, żebym jeszcze raz poszedł do lekarza rodzinnego. Wysłał mnie na badanie krwi. To badanie zmieniło wszystko.

Warto wiedzieć: Jednym z objawów początkowych raka prostaty mogą być bóle promieniujące do pośladka, nogi lub kręgosłupa lędźwiowego — złudnie podobne do rwy kulszowej. U Artura ból był właśnie w okolicy lędźwiowej, gdzie później znaleziono przerzut do kości. Jeśli ból nie ustępuje po rehabilitacji, warto poprosić lekarza o oznaczenie PSA we krwi — badanie jest proste, tanie i może uratować życie.

PSA 732 — diagnoza, która nie mieściła się w normach

Artur: Dwa dni po badaniu dostałem telefon z ośrodka z prośbą o pilny kontakt.

Okazało się, że moje PSA wynosiło 732. Norma to 0–4. Lekarze nie wiedzieli, co z tym zrobić. Dostałem natychmiastowe skierowanie do urologa — przez tak zwaną szybką ścieżkę, która w Anglii oznacza przyjęcie w ciągu 14 dni, jeśli istnieje podejrzenie nowotworu lub ciężkiego stanu.

Lekarz nie chciał mi powiedzieć, po co i dlaczego. To był grudzień, tuż przed świętami. Rozumiałem już wtedy, że oni wiedzą, co to jest — tylko nie chcieli mi tego powiedzieć.

Kiedy zaczęliśmy szukać w internecie, okazało się, że nigdzie nie było udokumentowanych przypadków PSA powyżej 700. Ludzie mieli 10, 20, 200 i już mieli raka. Ja miałem 732!

Artur: Urolog przyjął mnie na początku stycznia. Bez ogródek stwierdził, że na 100% to rak conajmniej II stpnia. Zlecił biopsję i badania obrazowe — w tym scyntygrafię kości, która wykazała liczne miejsca aktywności nowotworowej w układzie kostnym.

Po dwóch tygodniach spotkałem się z onkologiem.

Norma PSA wynosi 0–4 ng/ml. Wyniki powyżej 10 ng/ml są traktowane jako wskazanie do biopsji prostaty. Wynik Artura — 732 ng/ml — był rekordowy.

Rak prostaty stadium 4 z przerzutami do kości — rokowania i co powiedzieli lekarze

Artur: Znaleźli liczne przerzuty do płuc — tak małe i tak rozsiane, że operacja nie wchodziła w grę — „jak gwiazdy na niebie”, powiedział lekarz. Znaleźli też przerzuty do kości: kilka w obrębie miednicy, w kości krzyżowej i jeden w kręgosłupie lędźwiowym — dokładnie tam, gdzie przez wiele miesięcy odczuwałem „rwę kulszową”.

Nowotwór dawał o sobie znać od dawna. Tylko nikt tego nie szukał.

Lekarze mogli zaoferować jedynie opiekę paliatywną. Jedyną opcją była chemioterapia wraz z leczeniem hormonalnym — które miały jedynie spowolnić postęp choroby, bo rak prostaty w tym stadium był uznany za nieuleczalny. Nie wchodziła w grę żadna operacja.

5 marca 2024 roku Artur otrzymał dokument znany w Anglii jako SR1— zaświadczenie podpisane przez onkologa, że pacjent nie przeżyje więcej niż 12 miesięcy.

Artur: Trzymam go do dziś. Wczoraj pokazałem go mojemu 15-letniemu synowi — przez cały czas nie wiedział, jak poważna była sytuacja. Jak zobaczył ten papier, oczy mu osłupiały.

O rokowaniach przy przerzutach do kości w raku prostaty:W przypadku Artura medycyna konwencjonalna była bezradna — zaproponowała opiekę paliatywną i rokowania na 12 miesięcy. Dziś mija ponad 20 miesięcy terapii Gersona, a jego PSA jest praktycznie zerowe. Takie przypadki jak jego zmieniają to, jak myślimy o statystykach.

Rak prostaty ile się żyje? Gdy medycyna rozkłada ręce

Jak psychicznie przeżyłeś tę diagnozę?

Artur: Nie pytałem „dlaczego ja”, nie użalałem się. Myślałem praktycznie: trzeba zabezpieczyć bliskich. Jak mnie nie będzie za rok, muszą sobie poradzić beze mnie. Skupiłem się na działaniu.

To było nastawienie, które potem okazało się kluczowe dla całej terapii. Bo ta terapia to jest przede wszystkim głowa. Bez odpowiedniego nastawienia mentalnego cała reszta nie miałaby szans.

Tysiące ludzi każdego miesiąca wpisuje w wyszukiwarkę „przerzuty do kości ile życia”, „rak prostaty rokowania” czy „czy rak prostaty jest uleczalny”. Najczęściej w środku nocy, kiedy reszta rodziny śpi. Żona Artura też tak robiła — szukała na forach, desperacko próbując znaleźć kogoś, kto przeżył. Kto dał radę. Kto powiedział — jest wyjście.

I właśnie dlatego ta historia musi być opowiedziana.

Pytanie „rak prostaty ile się żyje” wpisują w Google tysiące Polaków. Lekarze bazują na statystykach. A statystyki nie uwzględniają tych, którzy wybrali inną drogę. Historia Artura jest odpowiedzią na pytanie, czy rak prostaty z przerzutami do kości jest uleczalny — nie w sensie statystycznym, ale w sensie ludzkim.

Chemioterapia — zaskakująco dobrze i pierwsza myśl o Gersonie

Artur: Zdecydowałem się na chemioterapię, choć bardzo się bałem — szczególnie o żołądek. Miałem wcześniej problemy ze zgagą, znałem ludzi, którzy przy chemii bardzo wymiotowali. Bałem się, że mój żołądek nie wytrzyma.

W międzyczasie skontaktowałem się z organizacją wspierającą chorych onkologicznie w Anglii. Ich najważniejsza wskazówka: radykalnie zwiększyć nawodnienie — minimum 2,5–3 litry dziennie. Wcześniej piłem może litr — butelka termosowa do pracy i herbata wieczorem. Zacząłem też przyjmować pyłek pszczeli witaminę D3+K2 MK7, mielone ziarna ostropestu plamistego na prace wątroby, Vitamię C liofilizowaną, naturalny jogurt, narum priobiotyk fast .

Być może dlatego chemia przeszła zaskakująco dobrze. Poza wypadaniem włosów i lekkimi mdłościami praktycznie nie miałem skutków ubocznych.

Artur: Na mdłości u mnie świetnie działał sok z kiszonych ogórków — dokładnie tak, jak na kaca. 

PSA zaczęło szybko spadać. Na koniec sześciu sesji PSA wynosiło około 20–28 ng/ml. Dla przypomnienia — zaczynałem od 732. Trend był rewelacyjny.

Potem przyszło ostatnie spotkanie z onkologiem. Usłyszałem słowa, których się nie spodziewałem:

„Panie Arturze, my tu tyle zrobiliśmy, ile mogliśmy. Nic więcej nie jesteśmy w stanie dla pana zrobić.”

Ale jak to? Przecież tak dobrze szło! Chciałem kontynuować, robić cokolwiek. A lekarz powiedział krótko: nie, nic więcej się z tym nie da zrobić.

Terapia Gersona i rak prostaty — skąd pomysł

Artur: W trakcie chemioterapii moja żona intensywnie szukała informacji. Zapisywała się na fora, czytała każdą publikację. Jej ojciec był zielarzem — zbierał zioła, leczył ludzi. I on wiedział o metodzie Gersona już ponad 30 lat temu, tylko jej tak nie nazywał. 

Dopiero gdy trafiliśmy na wywiad z Ewą Czerwińską — kobietą, która w bardzo ciężkim stanie przeszła terapię Gersona, żona stwierdziła: „To jest to. To jest dokładnie to, o czym opowiadał mój ojciec.”

Kupiliśmy książkę „Cud terapii Gersona” Charlotte Gerson. Kiedy ją przeczytałem, pomyślałem: to jest logiczne. To ma sens. Jako inżynier potrzebuję logiki — i tam była logika. Zacząłem wierzyć, że istnieje metoda. Ale ponieważ chemioterapia szła tak świetnie, miałem nadzieję, że może terapia Gersona nie będzie mi potrzebna.

Ostatnia wizyta u onkologa rozwiała te złudzenia. Lekarze nie dawali żadnych szans na zmniejszenie przerzutów do kości ani na ich regresję. Nie miałem nic do stracenia.

Jeśli dopiero zaczynasz szukać informacji o terapii Gersona, dobry punkt wyjścia to mój główny artykuł o terapii Gersona oraz wywiad z Ewą — osobą, która wyleczyła się z chłoniaka Hodgkina 3 stopnia i od piętnastu lat żyje w pełnym zdrowiu.

Wyjazd do kliniki Gersona na Węgrzech — decyzja w ciągu 48 godzin

Artur: W tamtym czasie działały dwa ośrodki Gersona na świecie — w Meksyku i na Węgrzech. Węgry były bardziej dostępne — cenowo i logistycznie. Wypełniłem formularz.

Biorąc pod uwagę moje PSA i historię choroby, lekarze z Instytutu Gersona nie byli pewni, czy mnie przyjmą. Kiedy jednak usłyszeli, że jestem w dobrej kondycji zgodzili się. Zadzwonili i poinformowali, że zwolniło się miejsce, jak chcę, mogę przyjechać natychmiast.

Artur: Mieliśmy z żoną kupione bilety na koncert. Zaplanowaliśmy go jako świętowanie zakończenia chemioterapii. Na ten sam termin zwolniło się dla mnie miejsce na Węgrzech. W ciągu dwóch dni spakowałem walizki i pojechałem. 

Pojechałeś sam?

Artur: Sam. Żona mnie odwiozła na lotnisko. Byłem na tyle sprawny, że nie potrzebowałem opieki. Dałem radę.

Cena za tygodniowy turnus wynosiła 6 000 euro. To była najtańsza dostępna opcja.

Na turnusie było nas pięć osób. Każdy miał osobny pokój — mały, ale wygodny — z dużym łóżkiem i leżanką do lewatyw. Każdy dzień był szczegółowo zaplanowany. Od razu wchodziło się na pełen program Gersona.

Drugiego dnia były badania krwi i spotkanie z doktor Melanią Nagy — głównym lekarzem ośrodka, która sama wiele lat temu wyszła z raka stosując terapię Gersona. Po szczegółowych badaniach programy były indywidualizowane dla każdego pacjenta.

Więcej o klinice Gersona na Węgrzech i o tym, jak wygląda pobyt, przeczytasz w wywiadzie z Vereną Müller — certyfikowaną instruktorką Gersona, która wyleczyła się z raka piersi bez chemioterapii.

Cztery filary terapii Gersona — co musisz wiedzieć zanim zaczniesz

Zanim Artur opowie o swojej drodze przez terapię, warto zrozumieć, na czym ona polega.

Artur: Pierwsza noga — absolutnie zero soli. W żadnej postaci, w żadnych produktach. Dla większości to największe wyzwanie. A sam byłem osobą, która bardzo dużo soliła i słodziła — trzy łyżeczki cukru do każdej herbaty, a soli to już nie wspominając. Trzeba mieć świadomość: bez tego terapia po prostu nie zadziała.

Druga noga — nawadnianie sokami i dieta. Soki trzeba wypijać natychmiast po wyciśnięciu — enzymy które są bardzo ważne dla organizmu zaczynają zanikać błyskawicznie ( po 20 minutach jeśli nie wypije się wyciśniętego soku trzeba go zrobić od nowa). Żadnego ryzyka nie chciałem podejmować, więc wszystkie piłem od razu. Po wyciśnięciu — prosto do gardła. Dieta jest również bardzo wymagająca, – żadnego białka albo tłuszczy odzwierzęcych, trzeba maksymalnie ułatwić zadanie organizmowi żeby nie marnował energii na trawienie 

co niszczy raka prostaty? W terapii Gersona którą przeprowadził Artur podstawą diety antyrakowej są świeże soki z marchwi, zielone soki, zupa Hipokratesa i duża ilość warzyw i owoców. To podstawy diety Gersona.

Trzecia noga — lewatywy. Dla wielu najtrudniejszy element terapii. Nigdy wcześniej tego nie robiłem i nie wyobrażałem sobie, jak to wygląda.

Czwarta noga — suplementy, dobierane indywidualnie dla każdego pacjenta. Harmonogram zaczyna się od godziny 8 rano i jest rozpisany na cały dzień. Kupuje się je samodzielnie — instytut Gersona nie zajmuje się sprzedażą, nie czerpie z tego żadnych prowizji.

Lewatywy w terapii Gersona — jak sobie poradzić z najtrudniejszym elementem

Artur: Największym problemem z lewatywami jest ich utrzymanie. Organizm zaczyna je mocno wyrzucać — utrzymanie lewatywy przez wymagane 10 minut potrafi być prawdziwą walką. Każda osoba, z którą rozmawiałem, miała ten problem — wcześniej czy później.

W moim przypadku — ponieważ byłem świeżo po chemioterapii — program był łagodniejszy niż u innych uczestników. Standardowy, najbardziej intensywny protokół to pięć lewatyw dziennie przez pierwsze tygodnie. Mi dano trzy.

I tak przez pierwsze dziewięć miesięcy lewatywy były koszmarem. W końcu wypracowałem z doktor Melanią system: najpierw wstępna lewatywa z rumianku — a dopiero potem właściwa lewatywa z kawy. I tak przez dziewięć miesięcy.

Lewatywy z kawy to obowiązkowy element terapii Gersona. Pomagają przejść kryzysy ozdrowieńcze, poprawiają samopoczucie i wspierają oczyszczanie organizmu z toksyn.

W pewnym momencie doktor Melania powiedziała mi wprost: „Fizycznie wszystko powinno być już w porządku. Jeśli nadal masz problemy, to bariera jest w głowie.” I rzeczywiście — kiedy to sobie uświadomiłem i przepracowałem mentalnie, lewatywy zaczęły przebiegać normalnie.

Nie ma możliwości robienia Gersona bez lewatyw. To nie podlega dyskusji.

Kryzysy ozdrowieńcze w terapii Gersona — kiedy jest najgorzej, dzieje się najlepiej

Artur: Kryzysy ozdrowieńcze to momenty, gdy organizm intensywnie się oczyszcza, ale toksyny nie są wystarczająco szybko ewakuowane. Komórki wyrzucają do krwiobiegu substancje, z którymi wątroba nie nadąża. Człowiek czuje się wtedy bardzo źle — bóle głowy, gorączka, ogólne rozbicie. Dodatkowe lewatywy pomagają te kryzysy złagodzić i skrócić.

To, jak ktoś znosi terapię, zależy od wielu czynników — czy palił, jaki miał stan wątroby, jak bardzo był zatruty. Nie da się tego ująć w jedną ramę.

Warto też wiedzieć: dawniej terapia Gersona odradzała łączenie z chemioterapią — ludzie po chemioterapii mieli bardzo ciężkie kryzysy ozdrowieńcze, bo organizm był zalany toksynami. Dziś Instytut Gersona opracował specjalne, łagodniejsze programy dla pacjentów po chemioterapii.

Nikotyna po 30 latach — oczyszczanie na poziomie komórkowym

To jest fragment, który absolutnie mnie zaskoczył.

Artur: W trakcie terapii, gdzieś około dziewiątego miesiąca, zacząłem czuć dym papierosowy — chociaż nikt w naszym domu nie palił. Przez kilka dni nie wiedziałem, co się dzieje. 

Potem to wracało — tak jakby ktoś przeszedł obok, jak się wychodzi z dyskoteki z ubraniem śmierdzącym papierosami. Trwało ułamek sekundy. Nie wiedziałem nawet, czy mi się zdaje.

Tydzień później żona przyniosła mi książkę o diecie Ewy Dąbrowskiej, gdzie jedna z pacjentek opisała dokładnie to samo. I wyjaśnienie: przy głębokim oczyszczaniu komórki są w stanie wyrzucić z siebie nikotynę — nawet jeśli ostatni kontakt z papierosami miał miejsce 20–30 lat wcześniej.

Ja jako dwudziestolatek wyprowadziłem się z domu, gdzie oboje rodzice palili — ojciec bardzo dużo. Od tamtej pory — zero kontaktu z papierosami. A po 30 latach ta nikotyna wyszła ze mnie podczas terapii Gersona.

Doktor Melania potwierdziła: to jest oczyszczanie na poziomie komórkowym. Nie jelit, nie nerek — tylko komórek. I to był dla mnie kolejny dowód, jak głęboko działa ta terapia. 

Wyniki po 14 miesiącach — i zdumienie lekarzy

Artur: Po około 14 miesiącach zrobiłem kontrolny skan MRI. Przyszły wyniki i… opis mówił, że „nic się nie zmieniło”. Byłem załamany…

Zadzwoniłem do doktor Melanii. Ona: „Spokojnie. To albo błąd w opisie, albo po prostu nie chciało im się dokładnie przeanalizować. Idź do lekarza, pokaż wyniki. Sam zobaczysz.”

Tak zrobiłem. Umówiłem się z lekarką. Poprosiłem, żeby mi te wyniki dokładnie wyjaśniła. Wzięła skany i wtedy nastąpił przełom.

Artur: Okazało się, że zmiany, które widać na skanach w kościach, to skleroza rakowa — blizna na kości, która była wcześniej zainfekowana rakiem. Tak jak złamana kość po wygojeniu — zostaje ślad, blizna. Kość jest zdrowa, ale widać, że tam coś było.

Rak na skanie wygląda jak czarne, gęste plamy — masa namnożonych komórek. To, co lekarka mi pokazywała, było białe. Zupełnie inne. Zdrowa tkanka!

Opis badania był identyczny jak ten sprzed miesięcy — bo radiolog, widząc w dokumentacji „pacjent z rakiem prostaty od 14 miesięcy”, nie zadał sobie nawet trudu, żeby przyjrzeć się zmianom… Nie zmienił nawet przecinka w opisie…

A lekarka zamiast mi pogratulować, próbowała mi tłumaczyć, że nadal jestem chory bo to nieuleczalna choroba etc. To była chyba najbardziej surrealistyczna chwila całej tej historii…

Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że chemioterapia mi bardzo pomogła i PSA spadło — ale lekarz nie dawał żadnych szans na zmniejszenie albo usunięcie guzów, a już szczególnie nie dawał jakichkolwiek szans na usunięcie przerzutów raka z kości.

Chemia dała mi czas na terapię Gersona. Na to by całkowicie wyzdrowieć.

Aktualne PSA Artura wynosi 0,06 ng/ml.

EtapPoziom PSA
Diagnoza (styczeń 2024)732 ng/ml
Po 6 sesjach chemioterapiiok. 20–28 ng/ml
Dziś — po terapii Gersona0,06 ng/ml
Norma PSA0–4 ng/ml

Z 732 do 0,06. Spadek o 99,99%. Poniżej progu wykrywalności.

Co Artur jadł przez 20 miesięcy — przykładowy jadłospis diety Gersona

Artur: Świeżo wyciskany sok co godzinę — to podstawa. Poza tym do każdego posiłku sałatka zielona i obowiązkowo zupa Hipokratesa.

  • Śniadanie: owsianka na wodzie z rodzynkami i suszonymi morelami + sałatka
  • Obiad: zielona sałatka, zupa Hipokratesa i pieczone ziemniaki
  • Kolacja: zielona sałatka i zupa Hipokratesa

Doktor Melania pozwoliła mi dodawać troszkę więcej rodzynek i suszonych moreli do owsianki — bo nigdy nie miałem problemów z cukrem. Dzięki temu owsianka na wodzie była dla mnie zjadliwa od początku.

Bardzo ważnym pokarmem w diecie Gersona są ziemniaki. I ja odkryłem, że tutaj w Anglii jest odmiana ziemniaków zwana „bakers” — do pieczenia w piekarniku. Po upieczeniu smakują dokładnie jak ziemniaki pieczone w ognisku. Jak pierwszy raz ich spróbowałem, pomyślałem: to jest to, to mogę jeść. I jem od 20 miesięcy. Codziennie. I mi smakuje.

Artur: Moja żona mi mówi: „Ty chyba jesteś głupi — znowu ta sama sałatka, zrób coś innego.” A ja mówię: nie, mi tak smakuje. Ja nie muszę jej zmieniać.

Nauczyłem się też piec chleb bez soli — 100% żytni, na zakwasie. Każda piekarnia dodaje sól, więc nie miałem wyjścia. Po roku pieczenia mam już swój sprawdzony przepis.

I wiesz co? Nigdy na tej diecie nie byłem głodny. Jak mam ochotę na coś między posiłkami — kroję jabłko na kawałki. I to wystarczy.

A kiedy zauważyłeś, że smaki Ci się zmieniły?

Artur: Całe życie nie lubiłem czerwonej papryki. A teraz czuję, że ta papryka w sałatce jest słodka. Naprawdę słodka. Niesamowite — nigdy wcześniej tego nie czułem.

Kiedy przestajesz pakować do siebie chemikalia, konserwanty i sól, kubki smakowe mają szansę odkryć prawdziwe smaki od nowa.

Ile kosztuje terapia Gersona? Szczere liczby od pacjenta

Artur: Trzeba być świadomym, że to nie jest tanie.

PozycjaKoszt
Tygodniowy turnus w klinice (Węgry)ok. 6 000 euro
Konsultacja z doktor Melanią (zdalna)ok. 280 euro / sesja
Częstotliwość konsultacjico 4–8 tygodni
Suplementy (pankreatyna, tyroid, spirulina, witamina D, sole potasowe i inne)ok. 100 funtów miesięcznie

Wszystkie produkty spożywcze muszą być ekologiczne — są średnio dwa–trzy razy droższe. A soków potrzeba naprawdę sporo — samej marchwi na pełnym protokole trzeba ok. 100 kg miesięcznie. Znaleźliśmy dostawcę, który raz na 2 tygodnie przywozi wszystko bezpośrednio do domu.

Artur: Ale wiesz co? Jak ktoś naprawdę chce, to koszty nie są problemem. Jeżeli ktoś jeździł raz w roku na wakacje — może sobie przez jakiś czas pożyć bez tego i te pieniądze przeznaczyć na leczenie. Ja przez 20 miesięcy byłem skupiony wyłącznie na terapii. To była moja praca. Mój cel. I nic innego nie liczyło się tak samo.

Gdy chcesz opowiedzieć światu, że znalazłeś ratunek — i nazywają Cię trolem

Artur: Żona namówiła mnie, żebym opisał swoją historię na forum raka prostaty. Wstawiłem post, w którym opisałem swój przypadek i wyniki. Post zniknął…

Napisałem do moderatorów. Dostałem odpowiedź: moderatorka stwierdziła, że jestem „trolem naciągającym ludzi” i że myśl, że sokami i lewatywą z kawy można leczyć raka, jest absurdem.

Nigdy wcześniej nikt nie nazwał mnie trolem. To był szok! Ale najbardziej bolało mnie to, że chciałem pomóc — że mam wyniki i chcę się nimi podzielić z ludźmi, którzy właśnie teraz piszą „mam nawrót”, „są przerzuty do kości”, „co mogę zrobić”. I te posty znikają.

Artur: Powiedziałem żonie wtedy: to, co czytasz w internecie, to najczęściej komentarze ludzi w bardzo złym miejscu swojej historii. Widzisz tylko złe. Nie widzisz dobrych — bo jak ktoś wyzdrowieje, to często milczy, nie wraca na forum, nie chce nawet o tym mówić. Ale te dobre historie istnieją.

Ona nie chciała mi wtedy uwierzyć. A potem powiedziała: miałeś rację.

Wiem, co Artur miał na myśli. Sama tego doświadczyłam — czasem pojawiają się pod wywiadami niemiłe komentarze od ludzi, dla których ta tak trudna terapia jaką jest terapia Gersona sprowadza się do picia soku z marchewki. Dlaczego krytykują, wyśmiewają, podważają czyjąś historię? Nie mam pojęcia.

Co chcesz powiedzieć tym, którzy rozważają terapię Gersona?

Artur: Dwie rzeczy.

Po pierwsze — przeczytaj książkę. „Cud terapii Gersona” Charlotte Gerson kosztuje kilkadziesiąt złotych. Jeżeli po jej przeczytaniu stwierdzisz „ok, to ma sens, to może mi pomóc” — zadzwoń do doktor Melanii. Skonsultuj swój przypadek, zanim cokolwiek zrobisz. Terapia Gersona jest bardzo indywidualna — każdy ma inny stan wątroby, inne choroby towarzyszące, inne potrzeby. To nie jest coś, co można robić w ciemno.

Po drugie — jeżeli zdecydujesz się na tę terapię, jedź na nią z pełnym przekonaniem. Tam nikt nikogo nie przekonuje. Pokazują fakty i mówią wprost: będą problemy, oto jakie i jak je rozwiązywać. Reszta zależy od pacjenta.

Terapia Gersona jest ciężka — głównie mentalnie. Trzeba być nastawionym. Ja sobie powtarzałem: mam cel. Nie ma drogi na skróty. Albo robisz to w 100%, albo nie rób wcale.

I jeszcze jedno — z mojej grupy na Węgrzech tylko ja i jedna jeszcze dziewczyna naprawdę trzymaliśmy się protokołu do końca. Reszta szukała skrótów, myślała „może zadziała inaczej”, może znajdzie jakiś lek, który to zastąpi. Wiesz co? Nie zastąpi. I to jest każdego indywidualna decyzja, którą trzeba podjąć samemu.

Artur: Jestem teraz w kontakcie z kilkoma osobami, które robią Gersona. Niedawno poznałem człowieka z Teksasu — jego PSA wynosiło 1500. Po ponad 12 miesiącach terapii PSA spadło do 40. Ale nie spadło do zera, więc zaczął się martwić, mieć wątpliwości — czy to działa, czy idzie w dobrym kierunku. Kiedy go bliżej przepytałem, okazało się, że nie robił wszystkiego tak jak powinien. Wypracowaliśmy razem, co trzeba zmienić. Wrócił do Gersona z nowym nastawieniem.

To jest bardzo ważna rzecz: jeśli wyniki nie idą tak jak powinny — to często nie znaczy, że terapia nie działa. Często znaczy, że coś jest robione źle. I to da się naprawić. Nawet jeśli ktoś potknął się w trakcie — to nie jest koniec.

Ja udowodniłem sobie w tym czasie bardzo dużo. Wcześniej nie byłem szczególnie zdyscyplinowaną osobą. Ale tu miałem cel. I wiedziałem, że nie ma innej drogi.

Terapia Gersona nie leczy raka. Leczy człowieka.

Na koniec Artur powiedział coś, co chcę tu przytoczyć w całości — bo to jest sedno całej tej filozofii:

„Terapia Gersona nie leczy sama w sobie. Terapia Gersona doprowadza organizm do tego stopnia, żeby był w stanie sam się wyleczyć. Bo każdy z nas ma komórki rakowe w sobie — nawet zdrowe osoby. I zdrowy organizm sobie z nimi radzi na co dzień — usuwa je, zanim dojdzie do mutacji. Problem pojawia się wtedy, gdy organizm jest na tyle przeciążony, że nie nadąża z tym sprzątaniem.

Konwencjonalna medycyna powiedziała mi: „Panie Arturze, tu nic więcej nie jesteśmy w stanie zrobić. Ma pan raka w kościach.” A terapia Gersona powiedziała: „Oczyścimy i odżywimy Twój organizm. I sam się wyleczy.” I tak właśnie się stało.”

— Artur

Na zakończenie

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, siedziałam chwilę w ciszy.

Artur jest dziś zdrowym, pełnym energii chłopakiem. 26 miesięcy temu okazało dostał papier, że nie przeżyje dłużej niż rok. Dziś jego PSA wynosi 0,06 — poniżej progu wykrywalności, niżej niż u wielu zdrowych mężczyzn. Przerzuty w kościach zastąpiła tkanka bliznowata — ślad po walce, którą wygrał.

Dziękuję Arturowi, że zechciał się tą historią podzielić. Mam nadzieję, że dotrze ona do tych, którzy jej w tej chwili szukają.

Praktyczne informacje dla zainteresowanych

Książka: „Cud terapii Gersona” Charlotte Gerson — dostępna w polskim wydaniu, kilkadziesiąt złotych. 

Ośrodek na Węgrzech: Tygodniowy turnus — ok. 6 000 euro. Kontakt przez formularz na stronie Instytutu Gersona.

Konsultacje zdalne: ok. 280 euro za sesję, na początku co 4–8 tygodni.

Suplementy: Dostosowywane do każdego pacjenta indywidualnie. Kupowane samodzielnie (np. Amazon, iHerb). 

Czas terapii: Najczęściej 12–24 miesięcy

Najczęściej zadawane pytania

PRZERZUTY DO KOŚCI W RAKU PROSTATY — JAKIE ROKOWANIA?

W przypadku Artura rokowania wynosiły 12 miesięcy. W chwili gdy z nim rozmawiam minęło ponad 26 miesięcy — a badania obrazowe nie pokazują aktywnych komórek rakowych w kościach, płuca czyste, prostata zdrowa bez zmian rakowych. Pozostały jedynie tzw. skleroza rakowa — bliznowata tkanka, ślad po wyleczonych miejscach. Rokowania to statystyki. A każdy człowiek jest czymś więcej niż statystyką.

CZY TERAPIA GERSONA DZIAŁA PRZY RAKU PROSTATY?

Nie ma randomizowanych badań klinicznych, które by to potwierdzały. Terapia Gersona nie jest uznawana przez medycynę konwencjonalną. Istnieją natomiast udokumentowane przypadki pacjentów — jak Artur (i inne osoby, z którymi rozmawiałam) — którzy przeszli terapię z sukcesem i dziś są całkowicie zdrowi. Terapia Gersona nie jest metodą dla wszystkich. Wymaga pełnego zaangażowania, czasu i gotowości mentalnej. 

ILE KOSZTUJE TERAPIA GERSONA?

Tygodniowy turnus w klinice na Węgrzech kosztuje ok. 6 000 euro. Konsultacje zdalne z lekarzem to ok. 280 euro co 4–8 tygodni. Do tego dochodzą koszty ekologicznych produktów spożywczych oraz suplementów. 

CZY MOŻNA ROBIĆ TERAPIĘ GERSONA PO CHEMIOTERAPII?

Historia Artura to potwierdza. Artur rozpoczął terapię Gersona bezpośrednio po zakończeniu sześciu sesji chemioterapii. Instytut Gersona opracował specjalny, łagodniejszy protokół dla pacjentów po chemioterapii, bo wyjściowy stan wątroby i organizmu wymaga wolniejszego tempa. Każdy przypadek jest jednak inny. 

CO NISZCZY RAKA PROSTATY? — NATURALNE PODEJŚCIE

Warto wiedzieć, że terapia Gersona powstała z myślą o… migrenach. Doktor Max Gerson opracował ją pierwotnie jako dietę leczniczą dla siebie — cierpiał na silne migreny. Z czasem okazało się, że przynosi rezultaty znacznie szersze: pacjenci zgłaszali poprawę przy gruźlicy, cukrzycy, chorobach skóry i nowotworach. Dziś stosowana jest przede wszystkim onkologicznie — ale jej korzenie są zupełnie inne.

Mechanizm działania opiera się na kilku filarach: eliminacji soli, intensywnym odżywieniu komórkowym sokami (enzymy, mikroelementy), detoksykacji wątroby lewatywami z kawy oraz suplementacji przywracającej gospodarkę metaboliczną. To nie jedno działanie, lecz kompleksowe „wyprowadzanie organizmu” — który następnie sam eliminuje komórki nowotworowe.

Artykuł jest zapisem osobistego doświadczenia Artura i nie stanowi porady medycznej. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji dotyczących leczenia skonsultuj się z lekarzem. Terapia Gersona nie jest metodą zalecaną przez medycynę konwencjonalną i nie działa w każdym przypadku.

Zobacz też:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *